Rozmowa z piosenkarką, autorką tekstów Karoliną Skrzyńską

Z miłości do muzyki.

Baśniowe brzmienia, etniczna muzyka, instrumenty z całego świata i integracja na sto procent!

Taki nastrój mogliśmy napotkać podczas warsztatów muzycznych z Karoliną Skrzyńską, która pokazała grupie dzieci i młodzieży z Uniejowa, że muzyka to nie tylko nuty, ale też wnętrze, serce i dobra passa. 

Pierwsze moje spostrzeżenie: w teledysku „Strach spadania” miałaś chyba troszkę dłuższe włosy?

(śmiech) Tak, miałam, rzeczywiście. Miałam wtedy doczepiane trzy inne głowy. Były to włosy dobierane pod mój naturalny kolor, syntetyczne, ale objętościowo była to ilość dokładnie z trzech innych głów i one, jak stałam, sięgały mi do kostek. To był pomysł Julii Rogowskiej, reżyserki, która była odpowiedzialna za powstanie tego obrazu.

Zdecydowanie udana realizacja.

Dziękuję. Przekażę.

W rozmowach wspominałaś o zjawisku takim jak „śpiewokrzyk” albo „biały głos”. Da się je opisać słowami? Na czym polegają?

To jest archaiczna, dawna technika śpiewacza, znana ze śpiewu kobiecego, polegająca na używaniu takich rezonatorów, głównie głowowych, które pozwalały na stworzenie bardzo nośnego, ostrego dźwięku, który był niepohamowaną ekspresją. Na dzisiejszych warsztatach, wydaje mi się, że w pieśni ukraińskiej, którą śpiewaliśmy z dziećmi, paru dziewczynom naprawdę naturalnie się to udało. To jest bardzo bliskie naturze ludzkiego głosu. Niesamowite jest to, że jeżeli się nie pohamuje tego głosu, nie włączy się do tego myśli, jeżeli się po prostu „puści” dźwięk, otworzy się na to całe ciało, to on w żaden sposób nie obciąża naszych strun głosowych. Gorzej, jeżeli rzeczywiście to się gdzieś podchwyci, przyblokuje, wtedy niestety można sobie zrobić dużą krzywdę. Głos może się po prostu zedrzeć.

Czyli można powiedzieć, że tylko parę dziewczynek było tutaj sobą? To niemożliwe!

Moc była w śpiewie w grupie, bo rzeczywiście grupa daje to poczucie bezpieczeństwa, że nie jest się wyłonionym, nie jest się na pierwszym planie i przez to nie jest się ocenianym. Próbowałam przekazać dzieciom, że bardzo ważne jest wspólne śpiewanie i szukanie wspólnoty w dźwiękach.

W grupie jest raźniej po prostu. Można się szybciej i łatwiej otworzyć.

W każdym działaniu. Nie tylko w śpiewie i w muzyce. W grupie czujemy się bezpieczniej i fajnie jest znajdować ten wspólny język, niezależnie, czy to jest śpiew, czy wspólna gra, czy po prostu współdziałanie. Można wspaniale przenieść wspólne śpiewanie na  życie codzienne i na pewnego rodzaju myślenie, że jednak moc jest we wspólnocie.

Na tym polega siła integracji.

Tak jest!

Twoja muzyka jest niesamowita, nietypowa, skierowana do bardzo wąskiej grupy odbiorców, bo przecież nie każdy słucha jednak takich brzmień, a w świetny sposób uzupełniają je instrumenty, tj. baglama, dulcimer, lira korbowa, tarhu, kalimba, daf. A to nie wszystko!

Zgadza się. W zespole oprócz tego staramy się zachować ten rdzeń słowiański. I rzeczywiście bardzo otwieramy się na instrumenty z różnych części świata – jest baglama, oud, sas, cymbały, santur, czy wszelkiego rodzaju bębny obręczowe. To są smaki z różnych części świata, które pozwalają na bardzo bogatą paletę kolorów i dzięki temu można malować. Malować dźwiękiem  światy, te dawne światy, do których wejście i zaproszenie ma każdy. Zawsze niesamowite są spotkania z dziećmi – dzieci reagują bardzo szczerze. Jakby była wtopa, to na pewno bym o tym wiedziała, bo dzieci absolutnie nie powstrzymują się ze swoimi ocenami, tym bardziej zawsze mnie to ogromnie cieszy, kiedy widzę, że te uszy, które są przyzwyczajone do muzyki podawanej przez media masowe, nagle otwierają się na inne dźwięki. Puszczam im Inuitów a oni robią wielkie oczy. Śmieją się: „co to jest?”. I jestem o tym przekonana, że może jak nie wszyscy, to na pewno spora część tych naszych uczestników 7-14 – w takim przedziale wiekowym – wyjdzie stąd i poszuka. Poszuka, „pogoogla”, wpisze na YouTubie, poszuka na Spotify.

Ja tak zrobiłam przed rozmową z Tobą!

No właśnie, więc to płynie dalej. Płynie w świat i mam nadzieję, że takich inicjatyw będzie coraz więcej w różnych częściach Polski, z różnymi artystami, niekoniecznie znanymi z popularnych stacji radiowych, czy popularnych kanałów telewizyjnych.

Twoja muzyka to zupełnie inny gatunek niż te, które słyszymy w radio. Nie da się chyba do końca określić jej gatunku.

No właśnie nie do końca, bo folk kojarzy się z muzyką rdzenną i z odtwórstwem muzyki, melodii i pieśni ludowych itd. Ja piszę autorską muzykę. Zainspirowaną kulturą polską, kulturą Słowian, ale też generalnie światem, naturą i przede wszystkim szukaniem innego świata od tego pędzącego, tego codziennego. Na naszych warsztatach było sporo muzyków. Małych muzyków. Czuję, że przynajmniej w jakiejś części mogłam im pokazać, że można po swojemu. Ale nie tylko same warsztaty były dla mnie ważne. Są też chwile, te po zakończeniu warsztatów, kiedy mogę porozmawiać już „jeden na jeden” z uczestnikami. I takie spotkania są nieocenione.

Nie mogłaś się dziś opędzić od dziewczynek i chłopców!

Oni też chodzą do szkoły muzycznej, więc pytali, jak ja sobie radziłam, jak to się stało, że ja teraz robię tak, a przecież w szkole muzycznej uczą inaczej. To są bardzo ważne i cenne pytania dla takiego młodego człowieka.

…,który dopiero rozpoczyna tę muzyczną drogę.

Dokładnie. Ja pamiętam, że dla mnie, jako małej dziewczynki, też było niesamowite, kiedy ktoś z doświadczonych już muzyków mógł udzielić mi jakiejś rady, uchylić rąbka ich własnej historii, więc warsztaty warsztatami, ale też te „mikrospotkania” są szalenie ważne.

Są bardzo ważne, szczególnie, że właśnie Ty jesteś tym doświadczonym muzykiem. Jak myślisz, kto jest odbiorcą Twojej muzyki?

Patrząc na koncertach – jest to odbiorca bardzo różnorodny. Są to i dorośli, i osoby starsze, które pamiętają czasy piosenki popowej, gdzie Czesław Niemen był popem, gdzie Edyta Geppert była popem, gdzie piosenka była myśląca, gdzie tekst był myślący, gdzie tekst malował dźwięki, a dźwięk malował tekst, i to wszystko było równoważne. Porywała zarówno muzyka, jak i słowa. Przychodzą młodzi ludzie, którzy słuchają folku, ale też bardzo dużo fanów muzyki heavy metalowej, fani fantasy, światów wiedźminowo – tolkienowych.

W Twoich teledyskach także pojawia się mroczny klimat.

Troszkę tak. Baśniowość, baśniowość romantyczna, Mickiewiczowska, gdzie rzeczywiście świat był niepokojący, ale przez to szalenie interesujący i pociągający. Dlatego odbiorca mojej muzyki jest tak różnorodny. To są studenci polonistyki, ale też rzesza informatyków, fani gier komputerowych. Nie jestem w stanie inaczej tego nazwać jak po prostu: ludzie wrażliwi, szukający czegoś innego i próbujący w muzyce łapać przystanie, takie miejsca, gdzie można złapać oddech.

Albo odkrywać nowe gatunki muzyczne.

Dokładnie tak.

Czy Twoja wrażliwość i otwartość na ludzi sprawiły, że chcesz dać trochę siebie grupom integracyjnym, a przy okazji otworzyć się na współpracę z Uniejowem?

Dla mnie spotkania z drugim człowiekiem są zawsze bardzo ważne. Rozmawiałam dzisiaj z młodzieżą o inspiracji podczas warsztatów. I rzeczywiście nawet z ich strony padło zdanie, że drugi człowiek może nas inspirować, a każdy człowiek to zupełnie inna historia, zupełnie inny świat. Cenne są właśnie te inne światy, światy nietypowe, niecodzienne, bo z nich możemy nauczyć się najwięcej. Współpraca z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie daje mi bardzo silny powiew wiatru w żagle, zawsze. Są to „mikrolekcje” tego, co jest w życiu naprawdę ważne. Uczę się, że nie warto gnać, nie warto pędzić za nie wiadomo czym, tylko skupić się na tych małych radostkach, na takich spotkaniach jak dziś, czy na takich spotkaniach, jakie mam z dzieciakami w Teatrze Wielkie Jajo co tydzień, czy  właśnie takich, na jakich spotkaliśmy się z Mirkiem Madajskim przy okazji Albertiany. Grupa „Pozytywka” spotkała się z moją grupą „Wielkie Jajo”. Sama Albertiana i spotkanie wszystkich grup są czymś absolutnie niesamowitym.

I tu się czas zatrzymuje. Wspominałaś też w niektórych rozmowach, że jesteś artterapeutą.

Tak, połączyłam swoją wiedzę teatrologiczną, hipoterapeutyczną i muzyczną. Terapia poprzez teatr, czy terapia poprzez muzykę ma szereg korzyści. Są to wspaniałe narzędzia terapeutyczne pozwalające poprzez zabawę „ułatwiać” codzienność i zwykłe funkcjonowanie osób niepełnosprawnych. Wyjątkowo mogłam to zaobserwować w ośrodku w Pruszkowie, w którym prowadzę  zajęcia z ramienia Stowarzyszenia K40.  Widzę, jak niektóre dzieciaki świetnie się pootwierały, poprawiły swoją dykcję, trochę się uspokoiły. To jest ich czas, mogą się wcielić, w kogo chcą, mogą sami decydować, sami powodować różnymi sytuacjami, sami kreować różne światy. Największą nagrodą dla mnie jest obserwacja, że te spotkania są dla nich naprawdę ważne, że np. za nimi tęsknią, kiedy pojawia się przerwa wakacyjna. Działa to zarówno w przypadku osób niepełnosprawnych, jak i osób starszych.

Jakie wnioski wyciągniesz z dzisiejszych warsztatów?

Takie, że nie ma nic bardziej inspirującego, porywającego niż dziecięca, niepohamowana radość oraz sama możliwość dawania dzieciakom czegoś innego. Czegoś co na początku dziwi, może nawet lekko wycofuje… ale obserwacja tego, jak młodzież wchodzi w światy sobie nieznane, i błysk w oku pod koniec zajęć to coś niezapomnianego. To jest chyba cel takich spotkań: integracja ale przede wszystkim inspiracja. Wydaje mi się, że to się nam dziś udało. Mam nadzieję, że na długo to wszystko w nich zostanie i że będą wracać wspomnieniami do naszego dzisiejszego spotkania.

A Ty? Będziesz wracać?

Oj, na pewno. I nie tylko wspomnieniami. Nóżkami, rączkami i sercem też.

Co najbardziej urzekło Cię w Uniejowie?

Już drugi raz odwiedzam Uniejów i  jestem pod ogromnym wrażeniem tej chęci działania i rozwoju, takiego mądrego rozwoju. Nie rozwoju opartego na zasadzie pędzenia, wycinania lasów i budowania wieżowców, tylko rozwijania tego, co jest najważniejsze, czyli człowieka i jego potencjału, bo to nigdy nie zginie.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

To ja bardzo dziękuję i do zobaczenia następnym razem.

 

Rozmawiała Dominika Rospara

 

Karolina Skrzyńska, ur. 18 stycznia 1988 r. w Gliwicach. To młoda i wybitnie uzdolniona polska piosenkarka, autorka tekstów, silnie związana z teatrem. W swojej dyskografii posiada już dwie autorskie płyty: „W oddali” (2013) oraz „Palcem po wodzie” (2017). Wielokrotnie nagradzana podczas różnego rodzaju festiwali muzycznych, jak np. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu czy Międzynarodowy Festiwal Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Swój aktorski i muzyczny talent świetnie wykorzystuje także we współpracy z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, prowadząc Teatr Dzieci Niepełnosprawnych Intelektualnie „Wielkie Jajo”. Jest również założycielką teatru dla seniorów „Teatralnia” i członkiem wielu innych, integracyjnych i teatrologicznych inicjatyw. Obecnie czynnie bierze udział w projekcie na budżet obywatelski Uniejowskiego Stowarzyszenia Aktywni „Splątani miłością do muzyki”, w ramach którego poprowadziła warsztaty muzyczne dla dzieci i młodzieży.