Prace w Kolegiacie już prawie na finiszu

W ostatnich dniach, w kolegiacie dało się odczuć większe niż zwykle poruszenie związane z pracami konserwatorsko – restauracyjnymi w Prezbiterium. Wszystko za sprawą demontażu potężnego rusztowania w związku z ukończeniem sklepienia uniejowskiej Kolegiaty.

Ukończenie sklepienia to kolejny etap prac konserwatorskich wykonywanych przez firmę STACCO ART. Moniki Bystrońskiej – Kunat, które trwają od blisko roku w Kolegiacie pw. WNMP. W grudniu 2018 roku zakończono prace przy ołtarzu głównym. Restauracja odbyła się w tempie niemal ekspresowym. Wiązało się to z dofinansowaniem pozyskanym z Urzędu Marszałkowskiego w wysokości 61 000 zł z ogólnej puli przewidzianej na ołtarz, a więc 170 000 zł, przy czym jednym z warunków otrzymania subwencji było terminowe oddanie ołtarza do końca ubiegłego roku kalendarzowego.
Aktualnie zostało ukończone sklepienie udekorowane ugwieżdżonym niebem. Wybór takiej, a nie innej stylistyki nie był przypadkowy, ani wbrew pozorom prosty. Wiąże się to z ogromnymi zniszczeniami, jakim kolegiata uległa podczas wojny po 39 roku. Miasto zostało zbombardowane, co było fatalne w skutkach również dla uniejowskiego kościoła. W wyniku pożaru spalił się dach, a później zawalił osłabiony fronton, zrywając na dużej przestrzeni sklepienie. Świątynia przez cały okres trwania wojny była niezabezpieczona, a tym samym narażona na dalsze, pogłębiające się zniszczenia.

Archiwalna fotografia ukazująca zniszczenia z czasów II Wojny Światowej. Zdjęcie pochodzi z archiwów prywatnych. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kościół odbudowano dopiero po wojnie, jako wspólne dzieło ks. Góry i parafian. Pokryto wówczas sklepienie nawy głównej i szczytu, nadając temu ostatniemu nieco inny kształt. Jednak nie była to rekonstrukcja z przywróceniem dekoracji sztukatorskiej. Być może ze względu na niesprzyjający kościołowi klimat polityczny, w którym nie przykładano wagi do rewitalizacji obiektów, zwłaszcza sakralnych. Zachowało się też bardzo niewiele przekazów, które dałyby wyczerpujący obraz sklepienia prezbiterium. Pozostały więc domniemania. Niemniej w trakcie prac konserwatorskich odkryto pojedyncze fragmenty znajdujące się tuż nad ołtarzem. Udało się również dotrzeć do przedwojennej fotografii, na której widać część sklepienia. Odkrytą dekorację przeniesiono na kolejne żebra sufitu.

Widok na prezbiterium, lata 1914 – 1918. Zdjęcie pochodzi z archiwów prywatnych. Wszelkie prawa zastrzeżone.  

Zatem ogólna koncepcja jest częściowo własną kreacją konserwatorów, ale zgodną z tym, co zachowało się za ołtarzem. Te fragmenty zaznaczano podczas prac konserwatorskich nadając im nieco jaśniejszy odcień barwy poprzez punktowanie, a więc uzupełnianie zachowanej warstwy malarskiej w miejscach jej ubytków metodą graficzną, tzw. „kropką”. Na pierwszy rzut oka ów detal jest zupełnie niedostrzegalny, ale wpatrując się wnikliwie z bliska można istotnie zauważyć tę subtelną różnicę. Mówiąc o sklepieniu nie można pominąć też wmontowanych autentycznych kamieni gotyckich w miejscach przecięcia żeber.

Mimo demontażu rusztowania, zarówno prezbiterium, jak i ołtarz główny pozostaną zasłonięte, aż do ostatecznego ukończenia prac, czyli do czerwca bieżącego roku.
Przed konserwatorami została renowacja figuralnej polichromii wpisanej w rejestr zabytków autorstwa wspominanego we wcześniejszych artykułach Leona Zdziarskiego z 1904 roku. „Po skomplikowanych zabiegach technicznych, w tym podklejaniu odspojonych tynków i usunięciu obecnego opracowania malarskiego, przystąpiono do tej najprzyjemniejszej pracy, jaką jest odrestaurowanie malowideł”– wyjaśnia pani Monika Bystrońska – Kunat.
Na ścianie sąsiadującej z zakrystią odkryto trzy kompozycje figuralne: Zwiastowanie, Boże Narodzenie i Pokłon Trzech Króli. Dwie z nich są dość dobrze widoczne z zachowaniem postaci i ich ustawienia. W „Zwiastowaniu” konserwatorzy napotkali trudności: sądzili początkowo, że zachowała się jedynie figura anioła na chmurze. Zaczęli więc zbierać materiał fotograficzny dzieł autora dostępny w innych obiektach, aby na jego podstawie namalować to, czego nie udało się „odczytać”. Jednak w miarę postępu prac, udało się odsłonić spod przemalowań większą część i tej kompozycji. Dobrze widoczna jest postać Maryi. Dzięki temu, posiłkowanie się scenami w innych kościołach nie będzie konieczne, a przynajmniej nie w zbyt duży stopniu.
Poniżej linii malowideł, podobnie jak na ścianie przeciwnej, znajduje się namalowany szereg arkad, które również wyszły spod ręki Zdziarskiego. Co ciekawe, w miarę postępu prac widać, że owe arkady namalowano operując perspektywą, co nadało im efekt trójwymiarowości.
Wreszcie, na wysokości ok. 2 metrów od posadzki, po zdjęciu kolejnych warstw tynków, nie odnotowano żadnych malowideł. Przypuszcza się zatem, że również i wcześniej była to jednobarwna płaszczyzna, niezagospodarowana malarskimi kompozycjami.
Do czerwca pozostało niewiele czasu, bo o ile przy ołtarzu część prac można było wykonać w pracowni konserwatorskiej, restauracja polichromii, poza nielicznymi drobnymi detalami sztukaterii, w zdecydowanej części odbywa się w świątyni. Jednakże dzięki wyłączeniu prezbiterium prace przebiegają planowo. Wprawdzie niedawno rozpoczęto równolegle prace z zakresu elektryki, ale wpłynęły one tylko nieznacznie na ogólny harmonogram.
„Bardzo dobrze, że działania przy instalacji prowadzone są właśnie podczas konserwacji i restauracji malowideł ściennych. Wykonawcy prac elektrycznych mieli świadomość ich prowadzenia w obiekcie zabytkowym i znajdujących się tam malowideł ściennych. Prace przebiegały sprawnie. Ksiądz proboszcz stara się odpowiednio ułożyć ich kolejność. Jest to trudne i niestety często zależne od terminów rozliczenia pozyskanych dotacji. Ksiądz infułat nadzoruje prawidłowy przebieg prac w kolegiacie, a dzięki dobrej atmosferze w Uniejowie mogą one przebiegać sprawnie” – wyjaśnia Pani Bystrońska – Kunat.
Mieszkańcy Uniejowa czekają na nowy wystrój, nie tylko ze względu na jego wartość historyczno – artystyczną. Przed wszystkim ta część świątyni otrzyma nowe życie, w przeciwieństwie do poprzedniej nadgryzionej zębem czasu stylistyki. Z drugiej strony, prace w prezbiterium nie wydają się być szczególnie uciążliwe dla parafian, wśród których daje się słyszeć opinie, że dzięki temu „podczas mszy, ksiądz jest jakby bliżej ludzi, dosłownie i w przenośni”.
Odnowienie prezbiterium to koszt 500 000 zł. Całość kwoty (poza wspomnianym dofinansowaniem ołtarza) to wkład własny parafii, a jednocześnie największa i najbardziej kosztowna inwestycja w przeciągu ostatnich kilku dekad. To jednak nie koniec planów. Gospodarz świątyni, ks. infułat Andrzej Ziemieśkiewicz składa już kolejne wnioski o dotacje, dzięki którym będzie możliwe przeprowadzenie prac przywracających świątyni jej dawny blask.