Rozmowa z Euzebiuszem Smolarkiem

Urodziłem się w Polsce, ale dużą część życia spędziłem w Holandii. Miałem szanse grać w reprezentacji Holandii, ale choć nie potrafię tego wyjaśnić i opisać słowami, wiedziałem, że muszę grać w barwach biało – czerwonych – mówi Euzebiusz Smolarek, wielokrotny reprezentant Polski, uczestnik Mundialu 2006 i Euro 2008, a aktualnie prezes PZP.

Od jakiegoś czasu zniknąłeś nieco z mediów. Co słychać obecnie u Ebiego Smolarka?
Gdy zawodnik przestaje grać, to normalne, że nie słyszy się o nim tak często w mediach.
Czy to znaczy, że jesteś na piłkarskiej emeryturze?
Absolutnie nie. Po zakończeniu kariery dałem sobie trochę czasu, żeby odnaleźć kierunek, którym chcę podążać. Poza tym chciałem wreszcie pobyć z rodziną, bo wcześniej po prostu nie było na to czasu. Kilka lat temu zostałem członkiem Zarządu PZP, a od roku jestem Prezesem tej instytucji.
Mógłbyś powiedzieć coś więcej o swojej nowej funkcji i o tym, czym w ogóle jest PZP?
PZP czyli Polski Związek Piłkarzy istnieje już 20 lat i jego celem jest ochrona praw i interesów piłkarzy. Pracujemy nad poprawą sytuacji piłkarzy. Zdarza się, że zwłaszcza młodzi chłopcy podpisują kontrakty, których nawet nie rozumieją i staramy się bronić ich interesów. Aktualnie mamy 2500 członków z tendencją wzrostowa. Ale to akurat nie jest najważniejsze. Jednym z naszych działań jest wspieranie i stworzenie perspektyw dla piłkarzy, którzy kończą karierę i nie wiedzą, co dalej. Realizujemy też projekty przeciwdziałające rasizmowi i chuligaństwu.
Ciężko jest być synem legendy? Czułeś na sobie brzemię porównań?
Na początku tak, ale z czasem pokazałem, że gram inaczej niż mój tata.
W czasach, gdy grałeś w naszej reprezentacji, byłeś praktycznie jedynym piłkarzem grającym w zagranicznej ekstraklasie. Teraz mamy więcej takich zawodników, choćby Lewandowski, Piątek. Czy od tego czasu polska piłka zmieniła się na lepsze?
Uważam, ze w Polsce wciąż za mało stawiamy na młodzież. Zdarzają się mecze klubowe, gdzie praktycznie nie ma, albo jest zaledwie kilku Polaków i to mnie niepokoi. Nie chcę przez to powiedzieć, że mam coś przeciwko obcokrajowcom. Absolutnie nie. Po prostu uważam, że wciąż za mało stawiamy na naszą młodzież, a przecież mamy wiele młodych talentów.
Po słynnym meczu z Portugalią, stałeś się bohaterem narodowym. Jak się z tym czułeś?
Cóż, wiedziałem że to jest ważny mecz dla mnie i dla Polaków, ale nie czułem się bohaterem. Miałem przed sobą cel, a to że wygraliśmy ten mecz jeszcze nie oznaczało końca naszej misji.
Dużą część swojej piłkarskiej kariery spędziłeś w Holandii. Miałeś szansę grać w reprezentacji tego kraju?
Tak. Gdy miałem 16 lat, musiałem podjąć decyzję, w której reprezentacji zostanę. Wybrałem Polskę.
Co zadecydowało o Twoim wyborze?
Urodziłem się w Polsce, ale dużą część życia spędziłem w Holandii. Mogłem grać w jej reprezentacji, ale choć nie potrafię tego wyjaśnić i opisać słowami, wiedziałem że muszę grać w barwach biało – czerwonych. Może przez respekt dla taty… Po prostu tak czułem.
Czy zawsze wiedziałeś, że będziesz piłkarzem? Twój tato z pewnością kształtował Twoją piłkarską osobowość, ale miałeś możliwość wyboru kariery?
Ojciec nigdy niczego mi nie narzucał. Gdy rozgrywałem mecz, nigdy na mnie nie krzyczał, dopiero po meczu wyjaśniał ze spokojem, co zrobiłem dobrze, a co mógłbym podszkolić. Czasem widzę grających piłkarzy, a z trybun krzyczą rodzice, którzy „wiedzą lepiej”. Tak nie powinno być, bo od wszelkich decyzji jest trener. Dla ojca najważniejsza była szkoła. Dzięki temu dzisiaj np. władam kilkoma językami i mówię m.in.: po polsku, niemiecku, holendersku, angielsku i hiszpańsku. Szkoła była mi bardzo pomocna w karierze.
Jesteś w Uniejowie po raz kolejny z wizytą. Objąłeś nawet patronatem tutejszą Uniejowską Akademię Futbolu. Co Cię urzekło w tym miejscu i sprawiło, że chętnie do nas przyjeżdżasz.
Bardzo lubię to miejsce. Nawet gdy jestem zupełnie prywatnie z rodziną w Polsce, też odwiedzamy Uniejów. Lubię to miasto, jego atmosferę. Dobrze mi się z wami współpracuje. Doceniam też zaangażowanie Piotra Kozłowskiego w działalność  UAF. Czasami wpadam zupełnie nieoficjalnie z wizytą do chłopaków, żeby zapytać co słychać i podtrzymać kontakt.  Nie robię tego dla rozgłosu medialnego tylko dla siebie i młodych piłkarzy. Najważniejsze w życiu dla mnie jest być dobrym człowiekiem.
 A co byś radził młodym piłkarzom?
Żeby się uczyli i słuchali trenera.
 Czyli trochę tak jak twój tata?
Ważne jest, aby dziecko realizowało swoje pasje, a nie np. ambicje rodziców. Jeśli chce grać, to super. Jeśli nie, nic na siłę. Z gry w piłkę trzeba czerpać radość.
Ostatnie pytanie z myślą o żeńskiej części naszych odbiorców? Czym jest spalony?(śmiech)
To bardzo dobre pytanie, ale też bardzo trudne, bo nawet moja żona wciąż nie wie. (śmiech).  Chyba po prostu trzeba przyjść na mecz i samemu zobaczyć.
Dziękujemy bardzo za rozmowę.
 (A.Ow.)