Z Joanną Wicherkiewicz rozmowa o poezji i nie tylko…

Joanna Wicherkiewicz – z wykształcenia nauczyciel, z zamiłowania poeta. Wkrótce odbędzie się prezentacja najnowszego tomiku wierszy pt. „Dysharmonie” (wyd. ANAGRAM). A tymczasem udało nam się odbyć z Panią Joanną krótką rozmowę.  

Istnieje powszechne przekonanie, że poprzez poezję człowiek obnaża swoje emocje, ukazuje uczucia, uzewnętrznia intymność swego wnętrza. Dlatego wiele wierszy ląduje w szufladzie bez szans na ujrzenie światła dziennego. Czy Tobie zawsze łatwo przychodziło dzielenie się swoja twórczością?

Jestem z natury dość otwartą osobą i nie mam problemu z mówieniem o swoich uczuciach i emocjach. Poza tym piszę od dzieciństwa. Już w szkole podstawowej miałam swoje wieczorki poetyckie, więc dzielenie się twórczością przychodziło mi dość naturalnie, ale musze przyznać, że ja również miałam tzw. etap szufladowy. Po okresie dziecięcym, naturalnym torem rzeczy człowiek dojrzewa, targają nim emocje i pragnie dać im gdzieś ujście. Uciekałam w poezję i dawałam upust emocjom przelewając je na papier, ale niczego nie upubliczniałam. Dopiero jakiś czas później, gdy zaczęły istnieć media społecznościowe, pomyślałam, że może warto swoją twórczością podzielić się z innymi. Wówczas zrodziła się pewna grupa osób, która zaczęła czytać moje wiersze i prosiła o więcej. Mogę zatem powiedzieć, że to czytelnicy wywołali mnie „z szuflady”. Przełomowym momentem było zaproszenie do opublikowania wierszy w książce „Przed oczami” przez autorkę powieści obyczajowych Monikę Sawicką.

Twoja poezja jest niezwykle metaforyczna, przez co jest nieoczywista i niełatwa w interpretacji.

Dość często spotykam się z opinią, że moja poezja jest wielowymiarowa, że zmusza do zatrzymania się i skłania do refleksji. Bardzo mnie to cieszy, ale i zaskakuje. Zawsze myślałam, że piszę proste wiersze, także dlatego, że wiele  z nich, zwłaszcza tych zamieszczanych na Facebooku, tworzyłam ad hoc, jako całkowicie spontaniczny i naturalny akt twórczy.

W 2015 roku wydałaś pierwszy tomik „Okruchy codzienności”. Tytuł jest dość wymowny…

Tak, tomik jest po części zapisem mojego życia, ale też kroniką patrzenia na świat, na życie innych. Są to „okruchy” z okresu blisko 20 lat. Jeden z wierszy sięga nawet czasów licealnych.

Wiele Twoich wierszy przepełnionych jest smutkiem. Jak sądzisz, dlaczego właśnie smutek tak ubogaca?

W smutku, człowiekiem targają największe emocje i ta emocjonalność układa się pięknie wierszem. Kiedyś zapytana, dlaczego tworzę smutne wiersze odpowiedziałam, że mam taką swoistą naturę, jestem zewnętrznie radosna, a wewnętrznie smutna. Mam szczęśliwe życie osobiste, ale jest we mnie wiele bólu – noszę w sobie pewien ideał świata, który niestety nie przekłada się na rzeczywistość. Ten kontrast powoduje rozgoryczenie.

Czy o tym zderzeniu ideałów będzie również traktował Twój najnowszy tomik „Dysharmonie”?

Tak. Główną linią tomiku jest brak harmonii i wszelkiego rodzaju zakłócenia. Zakłóceniem dla radości jest smutek, dla życia – śmierć itd. Paradoksalnie, te wszystkie dysharmonie są istotnym dopełnieniem życia i człowieczeństwa – harmonizują.

A kiedy nam go zaprezentujesz?

Tomik ukazał się już w grudniu, ale oficjalna promocja i prezentacja będzie miała miejsce 25 stycznia 2019 r. na Zamku w Uniejowie.

Artyści poprzez twórczość od wieków wymuszali zmianę postrzegania świata. Forma, czy to malarstwo, rzeźba czy literatura, była jedynie narzędziem do komentowania rzeczywistości czy wyrażania rozdrażnienia egzystencjalnego. A jaka misja przyświeca poezji Joanny Wicherkiewicz?

Chciałabym skłonić ludzi do refleksji nad życiem i jego istotą. Każdy człowiek z założenia jest dobry i chce być dobry. Mimo to, w świecie jest wiele zła, wobec którego człowiek staje się zupełnie bezradny. Domeną dzisiejszych czasów jest upadek autorytetów. Zastanawiam się, gdzie znajduje się granica, za którą rozmywa się chęć czynienia dobra. Chciałabym skłonić czytelników do zatrzymania się w tej rozpędzonej machinie życia, zachęcić do refleksji nad światem, do uświadomienia sobie, co ładnie ujął w słowa francuski myśliciel Alexis de Tocqueville, że „wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Pragnęłabym świata, w którym wszyscy są dla siebie przynajmniej życzliwi.

Dziękujemy bardzo za rozmowę.