Jadąc z Łodzi w kierunku Uniejowa, tuż za tablicą z nazwą miasta uwagę przyciąga szyld: „Obiady domowe”. Po lewej stronie drogi widać estetyczny, piętrowy budynek z przestronnym parkingiem. Wystarczy zjechać, by znaleźć się w miejscu, które od niemal trzech dekad karmi podróżnych, mieszkańców i kuracjuszy. – Zaczynaliśmy w 1995 r., byliśmy jednymi z pionierów w tej branży – wspomina Paweł Sadowski, współwłaściciel lokalu.
Początki były skromne – parterowy dom, którego jedną izbę przeznaczono na jadalnię. Z czasem powstało piętro, a cały parter zamienił się w przytulną przestrzeń gastronomiczną. Dziś goście mają do dyspozycji trzy jasne sale, urządzone bez zbędnego przepychu, ale z dużym wyczuciem. – To dzieło mojej żony Jadwigi – mówi z dumą pan Paweł. – Ona nie tylko świetnie gotuje, ale ma również zmysł do aranżacji wnętrz.
„Obiady domowe” to klasyka uniejowskiej kuchni w najlepszym wydaniu. Lokal czynny jest od poniedziałku do piątku, od 9.00 do 17.00, a w soboty do 15.00. Nie jest to restauracja otwarta do późnych godzin wieczornych, nie ma też dostaw do domu.
– Postawiliśmy na prostotę i jakość. I na ludzi, którzy po prostu chcą dobrze zjeść w porze obiadowej – podkreśla właściciel.
Dzień zaczyna się tu od śniadań. Już od rana po sali roztacza się zapach smażonej kiełbaski i świeżej jajecznicy. Goście wpadają na szybki posiłek przed pracą albo przysiadają na dłużej, zamawiając aromatyczną kawę i domowe pieczywo. To codzienny rytuał – spokojny i bez pośpiechu.
Największymi hitami są żurek oraz żeberka z kopytkami – polane gęstym, poznańskim sosem. – To klasyki, które nigdy się nie nudzą. Od początku bazujemy na przepisach mojej mamy i teściowej – mówi pan Paweł. Z żoną tworzą dobrze funkcjonujący duet. Ona odpowiada za kuchnię, on za obsługę gości i codzienne zaopatrzenie – od lat współpracuje ze sprawdzonymi, lokalnymi hurtowniami. – Każde z nas wie, jakie ma obowiązki. Nie musimy się umawiać.
Do lokalu zaglądają zarówno turyści po wizycie w Termach, jak i kierowcy podróżujący z Łodzi do Konina czy Poznania. Wielu z nich to stali bywalcy – znają menu na pamięć, siadają zawsze przy tym samym stoliku. – Mamy gości, którzy wracają do nas regularnie, z rodzinami, znajomymi. To piękne i zobowiązujące.
Położona nad Wartą posesja państwa Sadowskich przez lata była niepozornym punktem na mapie Uniejowa. Dziś okolica zmieniła się nie do poznania. – Wody w rzece coraz mniej, to smutne – przyznaje właściciel. – Ale miasto pięknie się rozwija. Mamy burmistrza, który odmienił Uniejów. Kiedyś nikt tu nie chciał inwestować, a teraz powstają nowe drogi, bloki, atrakcje. Uniejów to dziś miasto otwarte na ludzi i ich pomysły.
Choć oboje z żoną są już na emeryturze, nie zwalniają tempa. Codziennie gotują i obsługują klientów. – Ludzie chcą wracać do miejsc, gdzie zostaną ciepło przyjęci i zjedzą jak u mamy. Jesteśmy rodziną – i dlatego tak dobrze rozumiemy innych.








